Jestem asertywna więc jestem agresywna, czyli o totalnym pomieszaniu w tym co zbliża nas do innych

Jestem asertywna więc jestem agresywna, czyli o totalnym pomieszaniu w tym co zbliża nas do innych

Bowiem, babcia, która nie proszona radzi mi w sprawie wychowania dzieci wykazuje swoją wyższość nad moją umiejętnością radzenia sobie z własnymi maluchami; znajoma przerywając moją wypowiedź w połowie wątku daje mi do zrozumienia, że mnie nie szanuje; siostra rzucając sarkazmem nie ukrywa swojej wrogości…
Sama zaś próbując odgadnąć motywy zachowania męża diagnozuję za niego „jego problem”, który dla niego problemem nie jest. A łatwiej jest zwalić sprawę na „jego problem” zamiast szczerze i prawdziwie powiedzieć, że nie mogę sobie poradzić z jakąś wewnętrzną presją, albo że potrzebuję jego uwagi.

I tak wszyscy na co dzień wybieramy rozmowy, których celem staje się osiągnięcie czegoś, o czym można powiedzieć wprost. A z jakiegoś powodu chowamy się żeby za wszelką cenę tego nie zrobić.
Najgorsze jest to, że tak długo już tak się ze sobą porozumiewamy, że tracimy świadomość własnych potrzeb i tego co chcemy osiągnąć. Tego już nie wiemy, ale wiemy, że inni mają rozwiązania. A mistrz M. Scott Peck już w dawno pisał, że „jeżeli nie jesteś częścią rozwiązania, jesteś częścią problemu”.